Nie zawsze piękna słoneczna pogoda sprzyja podróżom, a jeżeli jeszcze ponad 33°C w cieniu, ale mimo wszystko wybraliśmy się zwiedzić okolice miasta Niemenczyn. W sumie przeszliśmy ok. 10 km.
A więc 12 czerwca od godziny 8 wyszliśmy uzbrojeni w wodę, kapelusze, kremy ochronne, apteczki, okulary, piłki i oczywiście pozwolenia od rodziców i itd. Najpierw był młyn, o który zahaczyliśmy. Wycieczka nasza miała przede wszystkim cel edukacyjno-poznawczy. A jak wiemy, na piętrze młyna kiedyś znajdowała się szkoła. Dziś w trawach i zaroślach trudno coś zobaczyć, ale jeden punkt zaliczyliśmy, tylko że nawet słońce nie pozwoliło na wykonanie porządnego zdjęcia.
Następnie ulicą piliakońską w dół, w górę, pośród krętych dróżek przedostaliśmy się do rzeczki Niemenczynki i musieliśmy ostrożnie przejść przez „most”, który stale zatapiają bobry, w ten sposób broniąc się przed cywilizacją.
Nareszcie cel naszej podróży… wzgórze niemenczyńskie / Piliakolnia. Kiedyś tu było słynne grodzisko niemenczyńskie z XIV wieku. W dobie obecnej odbywają się tu uroczystości w Dzień Mendoga. Mimo upału klasa dość szybko znalazła się na samej górze i mogła obserwować i zachwycać się pięknym widokiem. Trochę jakiegoś wiaterku nawet złapaliśmy !!!
Następnie dość aktywne spędzanie czasu, gry, zabawy, sesje zdjęciowe i poszukiwanie cieniu, co okazało się marzeniem ściętej głowy.
Na szczęście mieliśmy dostęp do wody źródlanej ze studni u gospodarza, więc z pragnienia nie umarliśmy.
O ile to jest grodzisko historyczne (okres średniowiecza) , więc wypróbowaliśmy strzelania z łuku. Rzecz dziwna, ale dziewczynki strzelały bardziej celnie, po chłopcach długo szukaliśmy strzał w trawie (jedna taka strzała kosztuje ponad 15 euro).
Najprzyjemniejsze, co nas oczekiwało, to na tej spiekocie lody i pizza. Taką niespodziankę sprawili nam rodzice Nikity Nowickiego, którzy nie tylko zatroszczyli się o pokarm dla ciała, ale i dla ducha. Znaleźli wolny czas, chęć i atrakcje dla uczniów, za co jesteśmy Im bardzo wdzięczni. Tatuś Nikity dał doskonałą lekcję strzelania z łuku.
Ale czas dobiegł końca, słońce piekło gorzej niż na pustyni, więc droga powrotna okazała się krótsza, ale bardziej wyczerpująca. Każdy tylko marzył o zimnej kąpieli i odpoczynku.
Na szczęście, wszyscy wrócili cało i zdrowo i we czwartek stuprocentowo byli na lekcjach. Z pewnością każdy z uczniów utrwali ten dzień na długo i wykorzysta na lekcjach geografii, przyrody, historii, wych. fizycznego i innych przedmiotów.
Wychowawczyni klasy 5a
A. Sudenis




















